http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Eurowizja, czyli jak uwieść Wschód

Dominika Pszczółkowska
2009-05-15, ostatnia aktualizacja 2009-05-14 00:00

To niby tylko konkurs piosenki. Ale konkurs Eurowizji mocno przypomina europejską politykę. Są ?starzy?, weterani konkursu, i ?nowi? burzący im dawny ład. A duże kraje, jak w UE, mają szczególne prawa

Dominika Pszczółkowska
Dominika Pszczółkowska
Na "nowych" zgrzytają Belgowie. Dla nich - inaczej niż np. dla Brytyjczyków czy Francuzów z ich wielkim przemysłem muzycznym - Eurowizja to rzadka szansa wypromowania za granicą swej gwiazdy.

Przedwczoraj, przed półfinałem z udziałem Belga, w radiach i tv nie mówiono o niczym innym, konkursy wiedzy o Eurowizji, programy historyczne. I powtarzająca się opinia, że Europa Środkowo-Wschodnia gra nie fair.

Poważny dziennik "Le Soir" pisał o "konfiskacie głosów przez nowe kraje z europejskiego Wschodu". Chodzi o to, że dawna Jugosławia czy byłe republiki ZSRR zwykle głosują na siebie nawzajem. A jest ich dużo.

Podobnie zdarza się postępować Skandynawom czy krajom Beneluksu. Ale ich jest mniej.

Zdaniem "Le Soir" jedną ze strategii uczestników konkursu jest "uwodzenie bloku wschodniego". W tym roku zrobili to Francuzi, wystawiając bardzo popularną na Wschodzie Patricię Kaas.

Bardzo to przypomina narzekania, że "nowi" nie umieją się zachować, brak im ducha wspólnoty, że rozszerzenie niszczy swojską Unię.

By przywrócić Eurowizji nieco sprawiedliwości i dawnego uroku, w tym roku zmieniono zasady głosowania. W sobotnim finale 50 proc. głosów pochodzić będzie jak zwykle od telewidzów, ale drugie 50 proc. z każdego kraju przyzna specjalne jury.

Są tu jednak specjalne reguły dla dużych krajów. W Unii to zasady niepisane. Ale w Eurowizji już wprost ustalono, że reprezentanci Francji, Niemiec, Hiszpanii i Wlk. Brytanii, które najwięcej płacą na konkurs, nie muszą startować w półfinałach. Wchodzą do finału automatycznie.

Belgowie wystawili w tym roku Copycata, czyli Patricka Ouchene, parodystę Elvisa. Wystąpił mimo protestów, że obraża muzyczną legendę, np. frazą "he's too fat to rock and roll" ("jest za tłusty na rock and rolla"). Ale do finału się nie przedarł.

Dekadę temu wszyscy uczestnicy musieli śpiewać w języku swego kraju. Od 1999 r. wprowadzono swobodę wyboru, więc dominuje angielski. Podobna zmiana zachodzi w Unii; nie tylko za sprawą nowych państw.

Dla Copycata to akurat dobrze, bo jak tu sobie wyobrazić Elvisa śpiewającego po flamandzku.

  • 6 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów