Ostatnio rzadko jeżdżę do Krakowa - niewielu krewnych tam przetrwało, bo życiowe drogi rozeszły się na przestrzeni wieków, jakie dzielą nas od daty przybycia do tego pięknego miasta naszych przodków. Znajomych z czasów bujnej młodości też trudno spotkać - emerytura posłała ich w przedsionek niepamięci. Niektórzy padli ofiarą czystek lustracyjnych, które w Krakowie zebrały całkiem obfite żniwo, i skazani pomówieniami na jakże często niezasłużony ostracyzm unikają kontaktów w obawie, że na ich widok dawni koledzy przejdą na drugą stronę ulicy.
Pozostało 90% tekstu
Wyczerpałeś już limit bezpłatnych artykułów w tym miesiącu

Bądź na bieżąco - kup cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych
i wszystkich magazynów Wyborczej