Nawet jeśli czwórka Szwedów przesiedzi rok w więzieniu, w rozprzestrzenianiu piractwa nie zmieni to wiele.

W miejsce Pirate Bay pojawią się kolejne serwisy. W Chinach, Indiach czy Rosji. Bo internet jest globalny, a prawo autorskie nie.

Koncerny i twórcy przegrywają z całym pokoleniem, któremu obca jest refleksja, że ściągnięcie z sieci nielegalnej kopii filmu to kradzież.

Dla milionów nastolatków ściąganie, dzielenie się plikami to styl życia. Z wirtualnych półek wrzucają do koszyka, ile tylko pomieści dysk komputera - tu płytę Feela, najnowszy film z Angeliną Jolie, kilka książek. Mijają kasę, ale nie płacą. Jutro zrobią to samo.

Czy to uczciwe? Nie. Ale nie bez kozery szwedzkie muzeum nauki odkupiło od Pirate Bay jeden z komputerów. Chce go pokazywać jako symbol zmian, jakie firma odcisnęła na ludzkich obyczajach...

...
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej