Premier Tusk zgłosił byłego konkurenta w wyborach prezydenckich - polityka lewicy Włodzimierza Cimoszewicza - na sekretarza generalnego Rady Europy. Tego samego Cimoszewicza, którego politycy
Platformy haniebnie zaatakowali w kampanii prezydenckiej 2005 r., wykorzystując wynurzenia jego byłej asystentki Anny Jaruckiej.
Do dziś trwa proces, w którym jest ona oskarżona o fałszywe zeznania. Wczoraj Tusk mówił: - Każdy, kto może Polskę reprezentować z dobrym skutkiem, każdy, kto kiedyś odgrywał jakąś rolę, nawet w obozie konkurencyjnym do mojego rządu, ale może przynieść efekt, ten wart jest wsparcia.
Więcej, Tusk zapowiedział, że będzie to "pewna zasada, którą będziemy z żelazną konsekwencją stosować". Mogą za tym stać, i pewnie stoją, polityczne rachuby. Ale zawsze przyjemnie poczuć powiew normalności.
Byłoby jeszcze przyjemniej, gdyby podobnie powiało np. w Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji, spółkach skarbu państwa, urzędach...