http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Huta Pieniacka: Czas na porządne korepetycje

Marcin Wojciechowski
2009-03-01, ostatnia aktualizacja 2009-03-01 00:00

Zdawać by się mogło, że uroczystości w Hucie Pieniackiej z udziałem prezydentów Polski i Ukrainy oraz stosunki polsko-ukraińskie w ogóle, zwłaszcza pojednanie obu narodów, nie powinny wywoływać kontrowersji, przynajmniej u polityków głównych partii. Cóż można powiedzieć na ten temat? Dobrze, że się odbyły i tyle. Ale pokłócić można się o wszystko, co udowodnili uczestnicy sobotniego ?Salonu politycznego Trójki?.

Szef kancelarii prezydenta Piotr Kownacki miał wyraźny kłopot z określeniem miejsca i daty wydarzeń w Hucie Pieniackiej, gdzie był właśnie jego szef. Myliły mu się lata, Wołyń przeplatał się z ziemią lwowską (to mniej więcej tak jak Mazury z Pomorzem). Nie każdy musi być chodzącą encyklopedią, ale od urzędnika tej rangi można wymagać przygotowania.

Jarosław Kalinowski (PSL) w stosunkach z Ukrainą widzi wyłącznie jedną - swoją i Kresowiaków - prawdę. Mianowicie, że Ukraińcy dopuścili się ludobójstwa wobec Polaków na Wołyniu w 1943 r. I dopóki wszyscy tej prawdy nie uznają - a przede wszystkim Kijów - on nie ustąpi. Jak mantrę powtarzał, że prezydent popełnił kardynalny błąd, łagodząc w zeszłym roku wydźwięk obchodów wołyńskich. Ile razy trzeba mówić, że nie chodzi o to, by tragiczne sprawy przemilczać, ale mówić o nich z uwzględnieniem ukraińskiego punktu widzenia i mniej oskarżycielskim tonem.

Kalinowskiego nikt jednak nie mógł oświecić. Zaczęła się więc pyskówka. Krzysztof Putra (PiS) przypomniał, że kontrowersyjną uchwałę w sprawie Wołynia zablokowała w zeszłym roku PO. Jakby Putra zapomniał, że rok temu on sam i spora część jego klubu łagodziła, by obchody wołyńskie nie miały charakteru antyukraińskiego, bo postawiłoby to w trudnej sytuacji prezydenta Kaczyńskiego.

Na to Jerzy Szmajdziński (SLD) zdołał wydusić z siebie, że prezydent Kaczyński prowadzi nieudolną politykę wobec Ukrainy, bo przemilcza sporne kwestie historyczne. Widać Szmajdziński przypomniał sobie, że reprezentuje kombatantów LWP pacyfikujących ukraińskie wsie w Bieszczadach w ramach akcji Wisły.

Kownacki Szmajdzińskiemu rzucił, że to "szczyt hipokryzji", bo "sami nic nie zrobiliście w sprawach Ukrainy, a teraz krytykujecie". Kownacki przesadził, bo przecież nie sposób przecenić roli Aleksandra Kwaśniewskiego w stosunkach z Kijowem. Szmajdziński odpuścił sobie replikę, ale trwająca kilka minut awanturka była przednia.

Dyskusję łagodził Jarosław Gowin (PO), wypowiadający się najrozsądniej. Czuł przynajmniej, że pewnych tematów nie wypada zamieniać w pyskówkę i że jest ona daleka od polskiej racji stanu wobec Ukrainy.

Po co to piszę? Bo w dyskusji brał udział szef kancelarii prezydenta i trzech wicemarszałków Sejmu. Wszyscy - oprócz Gowina - pokazali, że są kompletni zieloni w sprawie Ukrainy i stosunków polsko-ukraińskich. Czas na porządne korepetycje. I przypomnienie sobie zasady "milczenie jest złotem", zwłaszcza jeśli na czymś znam się blado.

  • 11 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':