Szef kancelarii prezydenta Piotr Kownacki miał wyraźny kłopot z określeniem miejsca i daty wydarzeń w Hucie Pieniackiej, gdzie był właśnie jego szef. Myliły mu się lata, Wołyń przeplatał się z ziemią lwowską (to mniej więcej tak jak Mazury z Pomorzem). Nie każdy musi być chodzącą encyklopedią, ale od urzędnika tej rangi można wymagać przygotowania.
Jarosław Kalinowski (PSL) w stosunkach z Ukrainą widzi wyłącznie jedną - swoją i Kresowiaków - prawdę. Mianowicie, że Ukraińcy dopuścili się ludobójstwa wobec Polaków na Wołyniu w 1943 r. I dopóki wszyscy tej prawdy nie uznają - a przede wszystkim Kijów - on nie ustąpi. Jak mantrę powtarzał, że prezydent popełnił kardynalny błąd, łagodząc w zeszłym roku wydźwięk obchodów wołyńskich. Ile razy trzeba mówić, że nie chodzi o to, by tragiczne sprawy przemilczać, ale mówić o nich z uwzględnieniem ukraińskiego punktu widzenia i mniej oskarżycielskim tonem.
Kalinowskiego nikt jednak nie mógł oświecić. Zaczęła się więc pyskówka. Krzysztof Putra (PiS) przypomniał, że kontrowersyjną uchwałę w sprawie Wołynia zablokowała w zeszłym roku PO. Jakby Putra zapomniał, że rok temu on sam i spora część jego klubu łagodziła, by obchody wołyńskie nie miały charakteru antyukraińskiego, bo postawiłoby to w trudnej sytuacji prezydenta Kaczyńskiego.
Na to Jerzy Szmajdziński (SLD) zdołał wydusić z siebie, że prezydent Kaczyński prowadzi nieudolną politykę wobec Ukrainy, bo przemilcza sporne kwestie historyczne. Widać Szmajdziński przypomniał sobie, że reprezentuje kombatantów LWP pacyfikujących ukraińskie wsie w Bieszczadach w ramach akcji Wisły.
Kownacki Szmajdzińskiemu rzucił, że to "szczyt hipokryzji", bo "sami nic nie zrobiliście w sprawach Ukrainy, a teraz krytykujecie". Kownacki przesadził, bo przecież nie sposób przecenić roli Aleksandra Kwaśniewskiego w stosunkach z Kijowem. Szmajdziński odpuścił sobie replikę, ale trwająca kilka minut awanturka była przednia.
Dyskusję łagodził Jarosław Gowin (PO), wypowiadający się najrozsądniej. Czuł przynajmniej, że pewnych tematów nie wypada zamieniać w pyskówkę i że jest ona daleka od polskiej racji stanu wobec Ukrainy.
Po co to piszę? Bo w dyskusji brał udział szef kancelarii prezydenta i trzech wicemarszałków Sejmu. Wszyscy - oprócz Gowina - pokazali, że są kompletni zieloni w sprawie Ukrainy i stosunków polsko-ukraińskich. Czas na porządne korepetycje. I przypomnienie sobie zasady "milczenie jest złotem", zwłaszcza jeśli na czymś znam się blado.