http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Wielowieyska też w obronie Rokity

Dominika Wielowieyska
2009-02-12, ostatnia aktualizacja 2009-02-13 00:00

Znam Rokitę od lat i nie chce mi się wierzyć, że nie dałoby się załagodzić całej sprawy przy odrobinie dobrej woli z obu stron. Wyprowadzenie go w kajdankach z samolotu uważam za fatalny incydent.

Dominika Wielowieyska
Fot. Sławomir Kamiński / AG
Dominika Wielowieyska
SONDAŻ
Jan Rokita to:

awanturnik
bronił słusznej sprawy

Nie zgadzam się z Dominiką. Jak można bronić błazna? - odpowiada Wojciech Orliński



Gdy czytałam o przygodach samolotowych Jana Rokity, przypomniałam sobie pewien film dokumentalny o szkoleniach dla londyńskich taksówkarzy. Na egzaminie sprawdzano nie tylko znajomość miasta i jego zakamarków. Jeden z testów polegał na tym, że kandydat na taksówkarza dostawał bardzo namolnego i przygłuchego pasażera. Ów pasażer był w istocie egzaminatorem, ale kursant o tym nie wiedział. Jeśli kierowca nie wykazał się delikatnością i cierpliwością wobec męczącego klienta, test oblewał.

Ciekawa jestem czy stewardesy Lufthansy przechodzą taki test.

Gdy leciałam do Wiednia, samolot był pełny, a ja miałam kłopoty z utrzymaniem dzieci na uwięzi (bliźniaki dwa lata) Steward zgodził się, by moja siostrzenica mogła siąść w biznes klasie. Dzięki temu miałam więcej miejsca dla chłopaków. I czy to rzeczywiście oznaczało jakąś katastrofę? Czy obsługa samolotu nie może się wykazać elastycznością, o ile nie szkodzi to pozostałym pasażerom? Dlaczego płaszcze państwa Rokitów nie mogły wisieć w szafce klasy biznes?

Innym razem stewardesa potraktowała mnie lekceważąco, oświadczając, że nie obchodzą jej moje kłopoty z maluchami. Często zdarza się, że obsługa samolotu jest nieuprzejma. Albo zwyczajnie przemęczona i nie potrafi zażegnywać sporów.

Grymaszący Rokita - jak zauważył jeden z moich redakcyjnych kolegów - świetnie nadawałby się na egzaminatora dla stewardów i taksówkarzy. To pewne. Ale też myślę, że prawdziwi profesjonaliści w tym fachu potrafiliby mu sprostać. Znam Rokitę od lat i nie chce mi się wierzyć, że nie dałoby się załagodzić całej sprawy przy odrobinie dobrej woli z obu stron. Wyprowadzenie go w kajdankach z samolotu uważam za fatalny incydent. Przełożeni załogi samolotu i policja z góry uznali racje swoich pracowników. Niesłusznie. Powinni poznać racje obu stron i świadków. Rokita był klientem, a klient - może nie zawsze, ale bardzo często - ma rację.





  • 27 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':