Znam Rokitę od lat i nie chce mi się wierzyć, że nie dałoby się załagodzić całej sprawy przy odrobinie dobrej woli z obu stron. Wyprowadzenie go w kajdankach z samolotu uważam za fatalny incydent.
Gdy czytałam o przygodach samolotowych Jana Rokity, przypomniałam sobie pewien film dokumentalny o szkoleniach dla londyńskich taksówkarzy. Na egzaminie sprawdzano nie tylko znajomość miasta i jego zakamarków. Jeden z testów polegał na tym, że kandydat na taksówkarza dostawał bardzo namolnego i przygłuchego pasażera. Ów pasażer był w istocie egzaminatorem, ale kursant o tym nie wiedział. Jeśli kierowca nie wykazał się delikatnością i cierpliwością wobec męczącego klienta, test oblewał.
Ciekawa jestem czy stewardesy Lufthansy przechodzą taki test.
Gdy leciałam do Wiednia, samolot był pełny, a ja miałam kłopoty z utrzymaniem dzieci na uwięzi (bliźniaki dwa lata) Steward zgodził się, by moja siostrzenica mogła siąść w biznes klasie. Dzięki temu miałam więcej miejsca dla chłopaków. I czy to rzeczywiście oznaczało jakąś katastrofę? Czy obsługa samolotu nie może się wykazać elastycznością, o ile nie szkodzi to pozostałym pasażerom? Dlaczego płaszcze państwa Rokitów nie mogły wisieć w szafce klasy biznes?
Innym razem stewardesa potraktowała mnie lekceważąco, oświadczając, że nie obchodzą jej moje kłopoty z maluchami. Często zdarza się, że obsługa samolotu jest nieuprzejma. Albo zwyczajnie przemęczona i nie potrafi zażegnywać sporów.
Grymaszący Rokita - jak zauważył jeden z moich redakcyjnych kolegów - świetnie nadawałby się na egzaminatora dla stewardów i taksówkarzy. To pewne. Ale też myślę, że prawdziwi profesjonaliści w tym fachu potrafiliby mu sprostać. Znam Rokitę od lat i nie chce mi się wierzyć, że nie dałoby się załagodzić całej sprawy przy odrobinie dobrej woli z obu stron. Wyprowadzenie go w kajdankach z samolotu uważam za fatalny incydent. Przełożeni załogi samolotu i policja z góry uznali racje swoich pracowników. Niesłusznie. Powinni poznać racje obu stron i świadków. Rokita był klientem, a klient - może nie zawsze, ale bardzo często - ma rację.