Na poważnie się już, niestety, nie da, więc tym razem nawet nie będę próbował. Ale na kilka gorących podziękowań nasi politycy w ubiegłym tygodniu zasłużyli.
Po pierwsze, dziękuję min. Drzewieckiemu za to, że stara się, jak może, by nas wszystkich uchronić przed pasmem porażek, które byśmy przeżyli, gdyby reprezentacja grała dalej w eliminacjach mundialu. Po co komu ten wstyd? Zamiast wstydzić się za naszych piłkarzy, przyjemniej będzie paść zbolałą duszę nienawiścią do działaczy FIFA, UEFA i PZPN. Zwłaszcza że jeśli do meczów nie dojdzie, to rządowi Platformy będziemy zawdzięczali szansę dalszego snucia marzeń o kolejnych sukcesach, o bramkach Krzyżówka, Ebiego i Żurawia, o podium mistrzostw świata, a może nawet o położeniu na łopatki Brazylii. Zapamiętajcie nazwisko ministra Drzewieckiego. To on zrobił wszystko, by dać nam jedyną szansę na pokonanie Brazylii, Włoch, Francji i Hiszpanii. Przynajmniej we śnie.
Po drugie, dziękuję premierowi Tuskowi za trafną konkluzję w sprawie Euro 2012. Jak się nie umie takiej imprezy zrobić, to lepiej jej nie robić. Donald Tusk znalazł najlepszy możliwy sposób, by Euro nie robić, a jednocześnie nie przyznać się publicznie, że się nie potrafi. Teraz wszystko jest w rękach Blattera i Platiniego. Jeżeli oni też staną na wysokości zadania i zabiorą nam Euro, min. Grabarczyk będzie mógł spać spokojnie, a my wszyscy nie będziemy się za niego martwili. Bo nikt mu już nie wypomni, że nie zdążył zbudować autostrad ani linii kolejowych. Odetchnie też wielu urzędników od budowy stadionów, hoteli i wszelkiej infrastruktury. W Polsce znów będzie można całkiem przyjemnie rządzić, niczego nie budując, a przede wszystkim nie zakłócając sobie i obywatelom błogiego spokoju.
Po trzecie, dziękuję Panu Prezydentowi, że się zainteresował kryzysem i wyraził gotowość spotkania w tej sprawie z rządem. To ładnie z jego strony, że troszczy się o los obywateli. I jeszcze ładniej, że nie mając o gospodarce pojęcia i nie zatrudniając żadnych gospodarczych doradców, nie występuje z własnymi pomysłami na zaradzenie problemom. Mógłby przecież się czegoś niemądrego od rządu domagać, mógłby żądać jakichś szkodliwych decyzji, mógłby zgłosić jakieś psujące gospodarkę ustawy. Ale ma poczucie odpowiedzialności i chce tylko, by rząd z nim porozmawiał. Doceńmy człowieka, który w poczuciu odpowiedzialności za Polskę narzuca sobie tak surowe rygory.
Po czwarte, bardzo dziękuję prezydent Warszawy Hannie Gronkiewicz-Waltz za to, że przecięła wreszcie męczące spekulacje na temat tego, kiedy wreszcie coś zrobi, by przeprowadzić jakąś inwestycję potrzebną Warszawie - na przykład most, drugą linię metra, Muzeum Sztuki Nowoczesnej albo nowe lotnisko. Nowe mosty czy metro są Warszawie potrzebne w sposób tak oczywisty, że budowanie ich byłoby zwyczajnym nudziarstwem i banalizowaniem lokalnej polityki. Co innego zafundować stolicy dwa nowe stadiony jednocześnie i na jeden z nich, potrzebny tylko jednemu prywatnemu klubowi, wydać z kasy miasta pół miliarda złotych. To jest pomysł niesłychanie cenny, inspirujący, zachęcający wszystkich obywateli do głębokich przemyśleń, a przy tym intelektualnie mocno powiązany z niebudowaniem mostów ani metra. Bo skoro za kilka lat przedostanie się z jednej strony Wisły na drugą nie będzie już w praktyce możliwe, jest rzeczą logiczną, że każda strona rzeki powinna mieć swój stadion.
Polacy mają ohydny obyczaj ciągłego narzekania na władzę. Niesłusznie. To nie jest zła władza. My po prostu zbyt często źle ją rozumiemy. Jak się człowiek zdobędzie na trochę życzliwości wobec rządzących elit, to - daję słowo - jest za co dziękować.
Jacek Żakowski jest publicystą ''Polityki''