Poczta szykuje się po swojemu. Po pierwsze, wystąpi o kilkusetmilionową dotację ze skarbu państwa. Po drugie, chce w przyszłym roku dwukrotnie podnieść ceny usług. Po trzecie, zamierza ograniczyć roznoszenie przesyłek na wsi. Z pięciu do dwóch razy w tygodniu.
Poczta to piramidalny paradoks. Zatrudnia ponad 100 tys. osób, czyli tylko nieco mniej niż polska armia. Mimo to przed okienkami w jej urzędach ustawiają się gigantyczne kolejki, a przerosty zatrudnienia sprawiają, że ma jedne z najdroższych usług w Europie.
Listonosze, zamiast chodzić z paczkami i listami, roznoszą tylko awiza. Mimo podwyżek o kilkaset złotych sprzed kilku miesięcy uważają, że zarabiają za mało. Zwolnienie niewydajnych i zbędnych pracowników jest niemożliwe. Zmiany blokuje bowiem ponad czterdzieści związków zawodowych.
Zastanawiam się, po co nam, klientom, taka Poczta? Bo do czego służy pocztowcom - już wiem. Do wypłacania sobie wynagrodzeń. One, w przeciwieństwie do listów, zawsze dochodzą na czas.