Zgodnie z tym, co w ekspresowym tempie w sobotę uchwalił fasadowy parlament i lada chwila podpisze Łukaszenka, działający u naszych sąsiadów resort zwany tylko dla niepoznaki ministerstwem informacji przekształca się w prawdziwe orwellowskie ministerstwo prawdy. Będzie on teraz decydować, która informacja podana przez dziennikarza jest "szkodliwa dla państwa i społeczeństwa", a która nie, i karać za "szkodliwą". Więc nawet podawanie prognozy pogody staje się wielce ryzykowną działalnością.
Ministerstwo prawdy nakłada także kaganiec na swobodne do tej pory białoruskie media internetowe, które teraz nie będą mogły działać bez uzyskania oficjalnej rejestracji.
Politycy europejscy, w tym polscy, zastanawiają się ostatnio, czy nie zmienić podejścia do Łukaszenki: odejść od polityki sankcji, zacząć wprowadzać Białoruś na orbitę europejską - pod warunkiem że dyktator złagodzi represje wobec opozycji oraz mediów.
"Ustawą kagańcową" Łukaszenka jednoznacznie i cynicznie odpowiada na te pomysły. I kolejny raz dowodzi, że pod jego rządami na jakiekolwiek pozytywne zmiany na Białorusi liczyć nie można.