Przejdź do strony głównej akcji
Przystanek Miasto >>Taka szansa zdarza się raz na sto lat - za pieniądze, które spłyną z Brukseli do polskich miast, można dokonać cudów. Ale pieniądze nie załatwią wszystkiego. Nie wystarczy, by do miasta prowadziła autostrada. Musi być jeszcze powód, by się w mieście zatrzymać. Właśnie teraz każda z polskich metropolii powinna odpowiedzieć na pytanie, co hamuje jej rozwój i jaki ma pomysł, by ludzie - zwłaszcza młodzi - chcieli wiązać z nią swoją przyszłość.
Dlatego otwieramy debatę "Przystanek miasto". Rozpoczynamy od siedmiu grzechów głównych 21 polskich miast. Są różne.
Czy chwalony (i chwalący się) wszędzie
Wrocław ma ofertę dla młodych Polaków, których z reklamowym rozmachem namawiał do powrotu z Anglii? „Najwięksi wrocławscy inwestorzy potrzebują głównie pracowników niewykwalifikowanych i płacą bardzo marnie. Ceny mieszkań skoczyły dwukrotnie. W Londynie zarabia się lepiej i żyje łatwiej. Dla nich więc londyńska akcja reklamowa jest czystą propagandą”.
Trójmiasto? - „w Trójmieście łatwo się zakochać, ale omijają nas inwestycje, przegrywamy konkurencję z dużymi miastami Polski i Europy".
Kraków? - „dostaje olbrzymie pieniądze na odnowę zabytków. A równocześnie tuż obok w najlepsze majstrujemy w pejzażu miasta, robiąc w nim nieodwracalne szkody. Przykłady: monstrualna Galeria Krakowska, hotele w sąsiedztwie Wawelu”.
Śląsk? Paraliżuje go - jak mawia Kazimierz Kutz - „wrodzona dupowatość”. „Mamy oto przebudować centrum Katowic. Była szansa na zmianę. Podpowiadaliśmy: zaprośmy największych architektów. I co? Zabudujemy centrum pudełkami - trochę wieżowców niższych i wyższych, trochę pasaży. Oto wizja - swojska i całkiem grajdołowata. Idealnie nijaka”.
Zapraszamy do debaty.
Czekamy na Wasze listy:
przystanekmiasto@gazeta.pl