W rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego, 1 sierpnia 2001 r., zadzwoniła do mnie pani z radia i powiedziała: "Pan, zdaje się, pisał kiedyś o czarnych kartach powstania. Czy nie zechciałby Pan porozmawiać o tym na antenie?". Namyśliłem się i powiedziałem, że nie zechciałbym. Radio nie jest najlepszym miejscem do mówienia tego, co teraz mam do powiedzenia w tej sprawie.

Pod koniec 1993 r. pisałem w "Gazecie" o dzienniku Calela Perechodnika, żydowskiego policjanta z Otwocka zamordowanego w 1944 r. przez Polaków. Napisałem wtedy, że w Powstaniu Warszawskim "AK i NSZ wytłukły mnóstwo niedobitków z getta". Zdanie idiotyczne, uogólniające, krzywdzące i napastliwe, które do tej pory pamięta się jako jedyne zdanie z całej sprawy. Zaprotestowali kombatanci, twierdząc, że nic im nie wiadomo o żadnych morderstwach na Żydach w czasie Powstania. W styczniu 1994 r. wydrukowałem więc w "Gazecie" długi artykuł "Polacy - Żydzi: czarne karty Powstania". Przeprosiłem krótko za niefortunne zdanie, po czym podjąłem polemikę z zarzutem kłamstwa. Cytując relacje i dokumenty, wyliczyłem znane mi przypadki mordowania Żydów przez powstańców.
Pozostało 81% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej