Zakochany pyta: "Czy lubisz Żydów?". Zakochana odpowiada: "Nie, brzydzę się nimi". On czuł to od dawna, bo gdy trzymali się kiedyś za ręce, dziewczyna rękę wyrwała, spuszczając wzrok. Wyszedł, by jej słabości nie wykorzystać.

Tu snucie miłosnych wspomnień przeradza się w wykład o różnicach rasowych: "W tobie odezwał się wtedy wstyd kobiety, a we mnie honor mężczyzny - dwie wielkie instytucje naszej cywilizacji. (...) Tego nie znają Żydzi. Oni są niehonorowi, a ich kobiety bezwstydne". I tak przez całe 267 stron powieści Kazimierza Wybranowskiego "Dziedzictwo": mówi się o miłości, krajobrazie, patriotyzmie, polowaniu, nauce, społeczeństwie, religii - lecz każdy wątek prowadzi w końcu do tego, że Żydzi są brudni, chciwi, podli, zdradzieccy i wiecznie spiskują, by Polskę zgubić. Należy więc ich "tępić, jak się tępi drapieżne zwierzęta i jadowite gady".
Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej