Nie mija niezrozumiała ekscytacja efektem tzw. czarnego protestu kobiet. Mówią o nim wszyscy, choć przecież najdobitniej wyraził się na ten temat min. Waszczykowski: "No niech się bawią", a po zakończeniu: "To była kpina". Jest to ocena prawdziwego Talleyranda współczesnej Europy, a więc cechuje ją waga najwyższa. Zresztą nazwanie Waszczykowskiego Talleyrandem może być dla tego pierwszego krzywdzące. W końcu minister spraw zagranicznych Francji Talleyrand, chociaż żył długo (1754-1838), nie zdiagnozował śmiertelnego zagrożenia, jakie stwarzają cykliści i wegetarianie, a Waszczykowski dostrzegł je natychmiast, czym zadziwił świat. Jedno, co niepokoi, gdy się tak napawamy Waszczykowskim, to myśl de Gaulle'a: "Dyplomaci są użyteczni tylko podczas pięknej pogody. Kiedy pada deszcz - toną w każdej kropli". Niestety, podczas "czarnego protestu" lało.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej