Odkąd okazało się, że z powodu rezygnacji z caracali prezydent François Hollande odwołał wizytę w Warszawie, prorządowe media nieustannie zapewniają, że nic złego się nie dzieje. Według dziennika telewizyjnego TVPiS Francuzom po prostu "ulotniła się perspektywa" zrobienia w Polsce złotego interesu, a właściwie wykiwania Polaków. Minister Antoni Macierewicz enigmatycznie tłumaczy, że podczas negocjacji nad offsetem nie osiągnięto "100 proc., które by odpowiadało Polsce, tylko 100 proc. widziane ze strony francuskiej". Europoseł Ryszard Czarnecki opowiada, że francuskie helikoptery wybrano, by zyskać przychylność Paryża dla kandydatury Donalda Tuska na prezydenta Europy. Dowodów nie przedstawia.

Przez pisowską część internetu płynie fala zachwytu. Pokazaliśmy Francuzom, kto rządzi, nie daliśmy się wyrolować. I dobrze, bo Francja nie pomogła Polsce we wrześniu 1939 r.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej