Marsze organizowane przez KOD dają uczestnikom frajdę, polepszają na kilka godzin nastrój, bo ludzie czują istotne i przyjemne podobieństwo do tysięcy maszerujących obok. Choć nie wszystkie transparenty i okrzyki jednakowo się podobają, choć głosowaliśmy na różne partie, to czujemy wspólnotę sprzeciwu wobec autorytarnych zapędów nowej władzy, jej arogancji, kłamstwa; nie tolerujemy przemocy i niekompetencji.

Rodzi się wspólne MY - na razie mgliste, niedookreślone, różnie nazywane, kreowane raczej przez chęć odróżnienia się od ojców, wykonawców i zwolenników "dobrej zmiany" niż przez pewność wspólnych przekonań. Wyniki ogólnopolskich badań** z kwietnia i września tego roku przekonują, że przeciwników niedemokratycznych działań rządu rzeczywiście łączy coś głębszego i nie jest to "przywiązanie do utraconych stołków".

Pytano Polaków o to, w jakim stopniu akceptują lub odrzucają różne przejawy niedemokratycznego postępowania władzy. Na tej podstawie wyodrębniono osoby, które w pełni lub raczej akceptują te poczynania (to są nasi ONI), oraz osoby, które MY - maszerujący z KOD-em na ulicach - zdecydowanie odrzucamy. Zbadano także różne przekonania o naturze świata społecznego, konserwatyzm i liberalizm światopoglądowy i ekonomiczny, stosunek do zasad liberalnej demokracji, do wolności i rożnych form agresji, a także akceptowane kryteria ocen moralnych. Na podstawie wyników tych badań przedstawimy charakterystykę mentalną przeciętnego zwolennika i przeciwnika niedemokratycznych zakusów i działań ekipy "dobrej zmiany". Te cechy mentalności, które pozwalają odróżnić NAS od naszych ONYCH, możemy potraktować jako psychologiczno-polityczne podstawy naszej prodemokratycznej, wspólnej tożsamości.
Pozostało 85% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej