Kryzys uchodźczy w 2015 r. uderzył w strefę Schengen zupełnie niegotową na takie tarapaty. UE błyskawicznie wymyśliła jednorazowy podział 160 tys. uchodźców. Ten mechanizm, promowany przez Berlin, był sceptycznie odbierany przez niemałą część krajów UE, które jeszcze mniej chętnie patrzyły na projekt stałego rozdzielnika. Sceptycy nie protestowali głośno, lecz wygodnie skryli się za plecami Grupy Wyszehradzkiej, która bez dyplomatycznej finezji nie tylko głośno krzyczała "nie", ale też okraszała to hasłami ksenofobicznymi.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej