Czy osoby i środowiska homoseksualne - i ogólnie nieheteronormatywne - mają prawo oczekiwać poparcia ich postulatów, na przykład legalizacji związków partnerskich albo uzgodnienia płci, jeśli kolejni działacze LGBT deklarują się jako wyborcy Andrzeja Dudy i zwolennicy "dobrej zmiany"? Czy młode kobiety powinny się spodziewać solidarności w ich protestach przeciw zakazowi aborcji i in vitro, skoro nie widywano ich zbyt licznie na marszach protestacyjnych przeciw łamaniu praworządności?
Pozostało 88% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej