Nie ma większej nagrody za polityczną aktywność niż widok setek tysięcy myślących podobnie obywateli na ulicach. Nie ma większego politycznego afrodyzjaku niż protest, od którego władza drży ze strachu. Dlatego ostatni tydzień zmienił historię Polski. Fala ta za nieco ponad tysiąc dni obali rząd PiS-u. Szybko zleci. I ten rząd to chyba przeczuwa.

Spójrzmy na wijących się w nielogicznych wypowiedziach prawicowych fanatyków z obozu władzy. Na tych hipokrytów z parlamentarnej większości, którzy raptem chcą poprawiać haniebny projekt ustawy antyaborcyjnej, jeszcze niedawno opiewany przez nich w publicystycznych panegirykach i pełnych ideologicznego żaru telewizyjnych występach. Na te zastępy mądrali z ustami pełnymi wartości najwyższych, którzy na chwilę oniemieli od siły kobiecego protestu...

Moc truchleje. Nic tak nie przeraża autorytarnej władzy i pasących się na jej wikcie medialnych propagandystów jak masowy bunt w imię podstawowych potrzeb społecznych: bezpieczeństwa i osobistej wolności. To już nie walka o Trybunał Konstytucyjny, którą można zamulić proceduralnymi wygibasami. Tu chodzi o zdrowie i życie.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej