Mateusz Morawiecki, minister rozwoju i gospodarki, nie będąc szefem rządu, skumulował największą władzę od czasów wicepremiera Hilarego Minca z początków PRL. Morawiecki został także ministrem finansów, a ponadto dołączono do jego resortu infrastrukturę (czyli fundusze unijne). Teraz w jego rękach koncentrują się decyzje dotyczące pieniędzy. Są to racje sprzeczne. Morawiecki staje się odpowiedzialny za ich pobór i stan długu (minister finansów) oraz wydawanie (jako minister rozwoju).

To typowe dla reżimów populistycznych i totalitarnych, że rachunek ekonomiczny zastępują wielką wizją rozwojową. Rządy liberalne przywiązane do empiryzmu i utylitaryzmu starają się przede wszystkim dbać o równowagę finansów. Kanclerz, dawniej lord skarbu (adres Downing Street 11), to tradycyjnie drugi urzędnik po premierze.

Dlatego u liberałów przewagę nad "wizjonerami" miał minister finansów, jak w Polsce Leszek Balcerowicz, Jacek Rostowski, a nawet Grzegorz Kołodko. W rządach populistycznych przeważał minister gospodarki albo rozwoju kreujący wielkie plany sześcioletnie, budowę gałęzi przemysłu i wprowadzanie nowych technologii przy realizacji obietnic socjalnych. Współcześnie tego rodzaju przemiany odbywają się pod hasłem "dość rządów księgowych".
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej