Gdy zmienia się władza, zmieniają się kadry w instytucjach państwowych i w spółkach skarbu państwa. Przynajmniej w części. Wymiana zdań między opozycją a koalicją zazwyczaj odbywa się wedle jednego powtarzalnego schematu: kiedy "nasi" biorą posady, to jest to dobra zmiana, kiedy "oni" biorą posady, to znaczy, że jest to podział łupów, kolesiostwo, nepotyzm, upartyjnianie spółek, tworzenie układów. A bardzo obiektywni publicyści, tzw. symetryści, osądzają, że i jedni, i drudzy dzielą łupy, bez różnicy. Czyli wszyscy politycy są źli.

Wszystkie te opowieści fałszują rzeczywistość, a ich autorzy albo posługują się prostacką partyjną propagandą, albo mają niewielkie pojęcie o rzeczywistości.

Zerwana ciągłość

Wymiana kadr przy zmianie władzy do pewnego stopnia jest naturalna. Politycy, którzy obejmują władzę, mają prawo dobierać sobie współpracowników, mieć ludzi zaufanych w urzędach czy nawet firmach, które nadzorują. Ciągłość pracy urzędu musi zostać jednak zachowana. Tymczasem radykalizm PiS jest niszczący. I tu żadna teoria o symetrii - inni też obsadzali stanowiska swoimi - nie sprawdza się.
Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej