Środowisko sędziowskie częściowo zbojkotowało możliwość samooczyszczenia się z sędziów dyspozycyjnych wobec władz PRL-u. PiS wykorzystuje to, by zmusić sędziów do uległości wobec siebie.

***

PiS przygotowuje propagandowy grunt pod ograniczenie niezależności sądów i spacyfikowanie sędziowskiego samorządu. Najpierw mówił o niesprawiedliwych wyrokach. Teraz: że w sądach siedzą nierozliczeni za komunizm "zbrodniarze w togach". O takich właśnie zbrodniarzy nagabywała (bo tak chyba należy nazwać ten sposób przeprowadzania wywiadu) Ewa Stankiewicz, dziennikarka m.in. TV Republika, prof. Adama Strzembosza na niedawnym Nadzwyczajnym Kongresie Sędziów Polskich. Wypomniała mu, że na początku transformacji jako minister sprawiedliwości sprzeciwiał się weryfikacji sędziów na wzór - przeprowadzonej - weryfikacji pracowników MSW, milicji i prokuratorów. Prof. Strzembosz mówił wtedy, że sędziowie oczyszczą się sami. Trudno się dziwić, sam został poddany weryfikacji w 1981 r. i wydalony z zawodu sędziego przez rząd (Radę Państwa) PRL.
Pozostało 89% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej