Niemiecki dziennikarz Boris Reitschuster przestał kolekcjonować e-maile z bluzgami, jakie dostaje od wszelkiej maści trolli. Po pierwsze, przychodzi ich za dużo. Po drugie, jest to już nudne. Znanemu niemieckiemu specjaliście od Wschodu, który opisuje, jak Władimir Putin kontroluje kraj i co robi, by wpływać na Europę, zarzuca się, że jest amerykańskim agentem, który za pieniądze oczernia Rosję i dąży do jej destabilizacji.

Reitschustera atakuje też telewizja Russia Today, międzynarodowa tuba propagandowa Kremla, czasami włącza się też rosyjska telewizja państwowa. Chodzi o to, by go zastraszyć, zdezawuować i zmusić do milczenia. A także, by skłonić innych dziennikarzy i wydawców, by przemyśleli, czy warto pisać źle o Putinie.

Z Reitschusterem spotkałem się niedawno w Berlinie. Przypomniałem sobie o nim, gdy w Polsce znów zaczęła się nagonka na Anne Applebaum, publicystkę "Washington Post", żonę Radosława Sikorskiego. Poszło o tekst, który ukazał się 19 września w "Washington Post", zatytułowany "In Poland, a preview of what Trump could do to America" ( "Wyborcza" przedrukowała go w środę). Applebaum pisze, że na przykładzie Polski można pokazać, jak spiskowe teorie - w tym przypadku dotyczące katastrofy smoleńskiej - mogą pomóc w zdobyciu władzy, a po jej przejęciu - w zwalczaniu prawdy.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej