W pierwszym dniu wizyty w USA pojechał do tzw. amerykańskiej Częstochowy, czyli Narodowego Sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej w Doylestown w Pensylwanii, gdzie obchodzono akurat Dzień Modlitw Sybiraków. Tym razem jednak sybiracy zeszli na dalszy plan, bo po mszy prezydent na przykościelnym cmentarzu odsłonił pomnik "żołnierzy wyklętych". Dudzie towarzyszyła żona, do której przeor Rafał Walczyk zwracał się per "małżonko pana prezydenta", co brzmiało dziwacznie, ale dobrze się wpisywało w atmosferę uroczystości. Po mszy, a przed odsłonięciem pomnika w kościelnej świetlicy, prezydent wręczył ordery pięciu działaczom polonijnym, w tym przewodniczącemu Komitetu Obchodów Katastrofy Smoleńskiej Tadeuszowi Antoniakowi i Franciszkowi Gardyaszowi z Koła Przyjaciół Radia Maryja. Jeden z odznaczonych stwierdził, że "Polak powinien służyć najpierw Bogu, a potem ojczyźnie - kolejność nieprzypadkowa - bo bez Boga nie da się służyć ojczyźnie i nie da się być patriotą". Zapewne w wielu miejscach uznano by tę tezę za kontrowersyjną, ale tu została nagrodzona brawami.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej