Nie dawali się wyprosić ci, którzy znali prawo dotyczące i lasów, i polowania. Nie pomagało nawet straszenie postrzeleniem, bo to przecież myśliwy musi wiedzieć do czego strzela, a strzelanie do celów nierozpoznanych jest absolutnie zabronione.




Szczególnie po sprawie Romka z Hajnówki większość obserwatorów przyrody była świadoma swoich praw. W 2010 r. młodego miłośnika ptaków, który poszedł do puszczy je obserwować, spotkała dość niemiła przygoda. Spotkał myśliwego z Niemiec prowadzonego przez miejscowego leśnika, wkrótce został oskarżony o "utrudnianie polowania" i stanął przed sądem. Sąd jednak wszystkie zarzuty oddalił, bo nie było wówczas przepisu mówiącego, że utrudnianie polowania jest wykroczeniem, a prawo dawało wszystkim równy dostęp do lasów skarbu państwa.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej