Wspominanie makabrycznych, tragicznych i ponurych wydarzeń z polskiej historii jest naszą narodową specjalnością, ale niewykluczone, że prezydent Andrzej Duda w niedzielę pobił w tym względzie dotychczasowe rekordy dobowe. W pierwszym dniu wizyty w Stanach Zjednoczonych pojechał do tzw. amerykańskiej Częstochowy, czyli sanktuarium Matki Boskiej Częstochowskiej w Doylestown w Pensylwanii, gdzie obchodzono akurat Dzień Modlitw Sybiraków. Tym razem jednak Sybiracy zeszli na dalszy plan, bo po mszy prezydent na przykościelnym cmentarzu odsłonił pomnik "żołnierzy wyklętych" (który zgodnie z nową modą nie był wcale zasłonięty, tylko przepasany biało-czerwoną szarfą).

Dudzie towarzyszyła jego żona Agata Kornhauser-Duda, do której przeor Rafał Walczyk zwracał się per "małżonko pana prezydenta" (co w pierwszej chwili brzmi dziwnie, ale dobrze wpisywało się w atmosferę niedzielnych uroczystości). Po mszy, a przed odsłonięciem pomnika, w kościelnej świetlicy prezydent wręczył ordery pięciu działaczom polonijnym, w tym przewodniczącemu Komitetu Obchodów Katastrofy Smoleńskiej Tadeuszowi Antoniakowi i Franciszkowi Gardyaszowi z Koła Przyjaciół Radia Maryja. Jeden z odznaczonych stwierdził, że "Polak powinien służyć najpierw Bogu, a potem ojczyźnie - kolejność nieprzypadkowa - bo bez Boga nie da się służyć ojczyźnie i nie da się być patriotą".
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej