No i wreszcie jest! Po latach niepewności, rozedrganych nerwów i koszmarów nocnych doczekaliśmy się. "To jest film, który mówi prawdę" - orzekł sam prezes. Prawdę o swojej ekranowej prawdzie mówi też reżyser Krauze: "Próbuję zrozumieć, dlaczego na pokładzie samolotu z prezydentem i delegacją najwyższych dostojników państwa mógł się zdarzyć wybuch". Próba nie trwała długo i już po chwili reżyser zrozumiał, że za zamach odpowiada Rosja. To proste: "Brak wyjaśnienia katastrofy przez stronę rosyjską tego dowodzi".

A jednak wydaje się, że reżyser idzie tu za daleko, obciążając odpowiedzialnością za zamach jedynie Rosję. Być może zapomniał o imponującej scenie z wykorzystaniem montażu skojarzeniowego, którą umieścił w swoim dziele: prezydent Kaczyński ogląda z żoną telewizję. Na ekranie widzą premierów Tuska i Putina spiskujących na sopockim molo. Wszystko jasne?
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej