Ostatnio Masłoń na bieżąco zareagował artykułem opatrzonym aż dwoma podtytułami: "Żeby budzić sumienie, samemu trzeba je mieć" i "Fałszywa elita intelektualna". W zasadzie tekst na tych zdaniach mógłby się z powodzeniem zakończyć, bo przecież od razu wiadomo, co autorowi dolega: otóż trapi go fakt, że chodzą jeszcze po polskiej ziemi osobniki bez sumienia, samozwańczy intelektualiści nieogarniający wątłymi rozumami doniosłości przemian, za którymi skromnie przycupnął prezes.

Jest takich zwyrodnialców wielu, zatem Masłoń zdołał ze znaną dociekliwością jakże wyczerpująco przedstawić zaledwie kilku.

"Wciąż uchodzący za młodego i obiecującego 55-letni pisarz Andrzej Stasiuk [...] wesoły facio", który "zgrywa się też na słowiańskiego macho" i dlatego gardzi tymi, u których nie zauważa cech męskich. Pogarda dotyczy "polskich biskupów i Jarosława Kaczyńskiego". Stasiuk zdaniem Masłonia podczas odbierania Austriackiej Nagrody Państwowej wypowiedział nie te słowa, które wypowiedziałby Masłoń, gdyby tylko tę nagrodę dostał. (Znanemu z dociekliwości Masłoniowi warto przy okazji zwrócić uwagę, że Stasiuk nie mieszka w Bieszczadach. Niech Masłoń docieka teraz gdzie).
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej