Z okazji zbliżającego się rozpoczęcia roku szkolnego chciałam ponarzekać trochę na upadek autorytetu szkoły, ale właściwie po co młodzieży taki autorytet, gdy ma tak wspaniałe wzorce w politykach? Oto prezydent naszego kraju wygłasza płomienną mowę w kościele (!), gdzie na ten kraj pluje, wychwalając jednocześnie kiboli, którzy przed tym kościołem, odziani w patriotyczne i faszystowskie (czy raczej "naszystowskie") gadżety, biją ludzi? Czy jakakolwiek szkoła, nawet wymyślona w nieprofesjonalnej głowie pani minister Zalewskiej, komukolwiek może zaszkodzić, jeśli dzięki pierwszej głowie w państwie młodzież wie, że najważniejsze jest kibicowanie, pakowanie, pranie tych, co tego nie robią, i kilka tatuaży z motywem orła, kotwicy i Smoleńska?
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej