Dziś Merkel ma na spotkanie z przywódcami Wyszehradu ledwie kilka godzin. Według organizatorów to za mało, by zorganizować porządną konferencję prasową. Kanclerz musi się spieszyć, bo po południu do Berlina przybywają premierzy Holandii, Szwecji, Finlandii i Danii. Temat rozmów ten sam co rano: Jak Unia Europejska ma zareagować na Brexit? Chodzi nie tylko o porozumienie rozwodowe z Wielką Brytanią, ale także o kształt, jaki Unia przybierze bez Brytyjczyków. To kwestie o wiele bardziej palące niż te, którymi Europa żyła dziewięć lat temu.

Wówczas Polska kwestionowała podział głosów w Radzie UE. Dziś spór dotyczy tego, jak Unia ma wyjść z najgorszego kryzysu w jej historii. Naturalną odpowiedzią jest pogłębienie integracji. Rządzący Polską politycy PiS uważają jednak, że takie myślenie to przejaw "arogancji eurokratów", którzy na posadach w Brukseli zarabiają krocie i stracili kontakt z rzeczywistością. PiS, szermując hasłem unii suwerennych państw, chce Unię rozwodnić i osłabić. Jarosław Kaczyński powiedział nawet, że trzeba ukrócić bezprawie unijnych instytucji. Tak by Bruksela nie psuła "dobrej zmianie" szyków, interweniując w sprawie Trybunału Konstytucyjnego. Dziś spotkanie z Merkel pokaże, ile w tych hasłach propagandy.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej