Niepamiętający PRL młodzi lewicowi doktrynerzy uważają, że zamieszkiwanie w cudzym domu przez 50 lat za półdarmo jest sprawiedliwe, natomiast za skandal uznają domaganie się przez właścicieli od lokatorów zapłaty realnego czynszu lub wyprowadzenia się. Są też przekonani, że lepiej, aby tereny budowlane w miastach stały puste, niż miały trafić w niepowołane ręce. Dlatego nagłaśniają aferę reprywatyzacyjną w Warszawie. Ale problem dotyczy niemal wszystkich polskich miast, oszpeconych stojącymi w śródmieściach zapuszczonymi kamienicami i niezagospodarowanymi działkami budowlanymi.

Na przykład Jeżyce

Jako przykład weźmy poznańskie Jeżyce - dzielnicę pięknych domów i kamienic z końca XIX i początków XX wieku. Tylko część z nich swój urok ukazuje w pełni, bo sporo pozostaje w stanie permanentnego zruderowania. Powody te same, co wszędzie w Polsce: lokatorzy nie dbają, bo to nie ich własność, a właściciele nie odnawiają, bo nie mają prawa pobierać czynszu pokrywającego koszty utrzymania, czasami stosunki własności są pogmatwane i niejasne. Gdy pojawili się inwestorzy chętni do wykupienia i wyremontowania tych budynków pod warunkiem wykwaterowania lokatorów (wprawdzie drastycznymi i nieakceptowalnymi metodami) oraz uzyskania swobody dysponowania zrewaloryzowanymi przez siebie mieszkaniami, w "Gazecie Wyborczej" nazwano ich czyścicielami kamienic i przedstawiono jako łotrów żerujących na ludzkiej krzywdzie. Lepiej bowiem, aby zabytkowe budynki się zawaliły, niż ich lokatorzy mieliby płacić realne czynsze pozwalające na ich utrzymanie. Wiele więc w całej Polsce faktycznie się zawaliło, nie doczekawszy uregulowania spraw własności i inwestorów gotowych je przywrócić do dawnej świetności.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej