To się kojarzy fatalnie. Choćby z tym, że Stalin rozpoczął wojnę zimową w 1939 r. od oskarżenia Finów o ostrzelanie pozycji wojsk radzieckich przy granicy i zabicie kilku żołnierzy. Dziś wiadomo, że do czerwonoarmistów strzelała nie armia fińska, ale swoi na rozkaz Moskwy, by dać pretekst do "małej zwycięskiej wojny", która okazała się niemała.

Przypomina się sytuacja z sierpnia 2008 r. Wtedy także były igrzyska, trwała kampania wyborcza przed zmianą gospodarza Białego Domu, mnożyły się prowokacje na granicy rosyjsko-gruzińskiej.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej