Słynny niemiecki przemysłowiec Oscar Schindler, by ratować podczas wojny Żydów, zatrudniał ich w swoich fabrykach. Wallenberg był bardziej pomysłowy i działał z większym rozmachem. Z węgierskich Żydów robił obywateli Szwecji oczekujących na ewakuację do kraju. W tym celu wydawał im tzw. paszporty ochronne. Ich posiadacze nie musieli jak inni Żydzi nosić żółtych opasek. Niemcom i strzałokrzyżowcom - ich węgierskim sojusznikom - płacił łapówki, by przymykali na to oczy. W Budapeszcie zorganizował siatkę kilkuset współpracowników. Chowali Żydów m.in. w kamienicach, które Wallenberg kupował, a następnie zawieszał na nich tablice z nazwami fikcyjnych szwedzkich instytucji.

Chroniąc się przed zemstą Niemców i strzałokrzyżowców, często zmieniał adresy. Ale nie bał się iść na stacje, z których odchodziły pociągi do KL Auschwitz-Birkenau. Tam ładowanym do bydlęcych wagonów Żydom wręczał paszporty i wyprowadzał ich z transportu. Gdy wagony były już zamknięte, odczytywał z listy najpopularniejsze węgierskie nazwiska, żądając, by noszące je osoby zostały uwolnione, gdyż są na liście gwarantowanej przez szwedzkiego króla.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej