"Jestem zwolennikiem utrzymania przez PO konserwatywnej kotwicy. Chcę powrotu do źródeł Platformy, czyli jej liberalno-konserwatywnego charakteru. Chcę też, by była w swoim przekazie chadecka" - powiedział Schetyna w prawicowym tygodniku "Do Rzeczy". Pytany, czy to koniec z lewicowymi eksperymentami, odpowiedział, że "tak, bo lewicowy elektorat socjalny w związku z 500+ zameldował się w PiS, a reszta to raczej Partia Razem, środowiska LGBT".

W mediach posypały się komentarze, że Platforma pod rządami Schetyny skręca w prawo, że to koniec kursu na lewo obranego przez Ewę Kopacz. A z kręgów postępowych liberałów popłynęły zawiedzione głosy, że PO nie będzie nową centrolewicą, która wypełni miejsce po dogorywającym SLD.

Szukanie wyborcy po prawej stronie

Jednak założona w 2001 r. przez konserwatystę Płażyńskiego, liberała Tuska i konserwatywnego liberała Olechowskiego Platforma nigdy nie zboczyła z kursu konserwatywno-liberalnego. Mimo że czasem próbowała stwarzać takie pozory, licząc na głosy centrolewicowych wyborców. Wyspecjalizował się w tym Tusk, który przed wyborami w 2011 r. mówił, że "nasz rząd nie będzie klękać przed księdzem", a "pierwszą ustawą, którą zajmie się po wyborach Sejm, będzie projekt o związkach partnerskich". Tyle że po wyborach Tusk wycofał się z pomysłu likwidacji Funduszu Kościelnego i zastąpienia go odpisem podatkowym, bo nie chciał się narazić biskupom. A związków partnerskich nie udało się uchwalić.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej