ŚWIATOWE DNI MŁODZIEŻY- nasz serwis specjalny >>>

Pomyślana jako festiwal radości impreza zyskała drugi wymiar, ponieważ papież przyjechał do Krakowa z wyraźnym planem.

Pokazał to szczególnie w piątek, starannie zaplanowany jako opowieść o cierpieniu - wizyta w Auschwitz, spotkanie z ciężko chorymi dziećmi, a w końcu droga krzyżowa ułożyły się w czytelną całość. Franciszek, którego prawicowi i konserwatywni krytycy chętnie przedstawiają jako naiwniaka i populistę, mówił dużo o śmierci, okrucieństwie świata, uchodźcach. Mówił czytelnym, zrozumiałym językiem. Był poważny i skoncentrowany na ewangelicznym przesłaniu dającym się streścić w jednym zdaniu, które wypowiedział w sobotę w Brzegach: "Dla Jezusa nikt nie jest gorszy i daleki, nie ma człowieka bez znaczenia".

Zaskoczył młodzież, która przychodziła pod okno papieskie - zamiast dowcipów była opowieść o młodym mężczyźnie zmarłym na raka, sporach małżeńskich, bezdomnych, głodnych, ofiarach wojen. Nie po to, by podsycać lęk, ale by zachęcić młodych ludzi do życia dojrzałego, świadomego, że wiara bywa ryzykowna. I wreszcie - cała wizyta była pochwałą aktywności społecznej, charytatywnej, ekologicznej, wszystkiego, co pozwala zmieniać świat.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej