Jakie ustępstwo, jaki kompromis?! Macierewicz wygrał, postawił na swoim, osiągnął to, co dla PiS-u ważne.

Od początku nie o żaden "apel smoleński" chodziło, lecz o budowanie kultu Lecha Kaczyńskiego. Pozostałe ofiary to tylko zasłona dymna. To Lech Kaczyński spoczął na Wawelu, a nie wszystkie ofiary katastrofy. To Lech Kaczyński ma mieć oddzielny pomnik na Krakowskim Przedmieściu koło Józefa Piłsudskiego, to jego imieniem nazywane są ulice i place...

Chociaż nie, przepraszam, nawet nie o Lecha chodzi, ale o Jarosława. Namolnie wtryniany Polakom kult brata to dla niego wehikuł, który ma go dowieźć do władzy absolutnej. Naród ma bić pokłony przed figurą Lecha, ale koło tej figury będzie stać Jarosław i trudno będzie rozstrzygnąć, kto jest w większym stopniu adresatem hołdów - bóstwo na pomniku czy stojący obok główny kapłan.

Skądinąd wiemy, że Jarosław Kaczyński interesował się historią komunizmu i z pewnością doskonale wie, jak Stalin po śmierci Lenina budował religijny kult wodza, traktując to jako narzędzie umacniania swej władzy. To cenne źródło inspiracji.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej