W piątek wieczór nikt ze śledzących w internecie dramat w bawarskiej stolicy nie wiedział, co się dzieje. Media i Twitter, zamiast informować, siały panikę i chaos. Alarmowały o wielu zabitych, wielu sprawcach strzelających z karabinów maszynowych lub broni długiej, nie tylko w centrum handlowym Olympia, ale też w innych rejonach Monachium. Telewizja CNN twierdziła, że napastnik krzyczał "Allahu Akbar!". Były nawet rzekome filmy z wnętrza Olympii, na których widać było leżące na ziemi ofiary. Monachijska policja błagała internautów, by nie rozpowszechniali plotek. Nadaremnie.

- Oczywiście, że [to] radykalny islam. Ktoś, kto twierdzi inaczej, kłamie - łajał sceptyków na Twitterze Bartłomiej Graczak, reporter dziennika telewizyjnego TVP zwanego "Wiadomościami" przeniesiony z prawicowej TV Republika . Ktoś mu zwrócił uwagę, że wie więcej niż niemiecka policja. Gwiazdor go wyśmiał. Przecież niemiecka policja tuszowała popełniane przez muzułmanów przestępstwa - stwierdził kategorycznie.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej