Pod wieloma względami zwycięstwo Trumpa w wyborach byłoby dla Rosji korzystne. Taki prezydent zachwiałby reputacją USA i ewidentnie je osłabił. Być może za jego rządów nawet rozpadłoby się NATO.

Jednak Ameryka pozostałaby mocarstwem atomowym. Nieprzewidywalny człowiek w Białym Domu to dla Kremla mniej komfortowa sytuacja niż prezydent jednoznacznie nieprzychylny Rosji. Po kimś takim bowiem wiadomo, czego się spodziewać. Tak było właściwie przez cały okres zimnej wojny.

A czego można się spodziewać po Trumpie? O amerykańskich dyplomatach mówił, że wpychają kraj w bagno. Sugerował, że nie będzie słuchać ich rad. Raz mówił, że chce rozmawiać z Putinem, raz zapowiadał, że Korei Północnej należy pogrozić atakiem atomowym.

Trump jako prezydent mógłby ustępować Rosji, Chinom, ale też przeć do konfrontacji, a nawet do wojny. Szaleniec z głowicami jądrowymi pod ręką, przekonany, że rozwiąże każdy międzynarodowy problem, byłby koszmarem.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej