Od zdławienia próby zamachu stanu minęło 48 godzin. Do więzień trafiło już 6 tys. osób: wojskowych, sędziów, prokuratorów. W internecie krążą listy dziennikarzy, którzy w ciągu najbliższych godzin mogą być pewni aresztowania. Turecki prezydent zapowiada, że czystka będzie trwała, bo "wrzód" trzeba przeciąć.

Możliwe, że Erdogan szykował się na każdą ewentualność, a jego ludzie mieli od dawna gotowe listy wrogów. Po udaremnionym przewrocie policja i służby bezpieczeństwa od razu wiedziały, kogo i gdzie mają szukać. Na usta ciśnie się jednak pytanie, czy tak naprawdę przewrót nie był wyreżyserowaną prowokacją. Patrząc na przebieg wydarzeń w nocy z piątku na sobotę, trudno uwierzyć w to, co podaje rząd: że spisek przygotował jeden z najwyższych rangą tureckich generałów, który za dwa miesiące miał iść na emeryturę, że spiskowcy zamierzali obsadzić swoimi ludźmi wszystkie szczeble władzy, odciąć kraj od internetu i telewizji.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej