Nienawiść do banderowców

Jeśli spytać polskiego narodowca o jego stosunek do Ukrainy i Ukraińców, odpowie zapewne, że nic nie ma do wschodnich sąsiadów i bratniego, słowiańskiego narodu ukraińskiego, natomiast nienawidzi banderowców i ich zbrodniczej ideologii. O ukraińskim ruchu narodowym wie niewiele, podobnie jak o jego genezie: traktat ryski, frustracja Ukraińców w II RP, niszczone cerkwie na Chełmszczyźnie, nieludzka polityka niemieckiego i sowieckiego okupanta, która na "skrwawionych ziemiach" Europy Środkowej prowadziła do odczłowieczenia bliźnich.

OUN-UPA to dla niego wyłącznie rzeź wołyńska - ludobójstwo dokonane przez Ukraińców na Polakach. Nie wchodzi w rozróżnienia terminologiczne, ale jest przekonany, że sformułowania "rzeź" czy "czystka etniczna" nie wystarczą - na dawnych Kresach wschodnich dokonało się ludobójstwo.

Niezbyt pamięta o tym, że na polsko-ukraińskim pograniczu ginęli i Ukraińcy, choć było ich znacznie mniej. Uważa, że akcja "Wisła" była co najmniej słuszną karą dla Ukraińców za zbrodnię, jakiej dokonali na Polakach. Nie wie o beznadziejnej walce Ukraińskiej Powstańczej Armii z reżimem sowieckim, którego ofiarami padło pół miliona mieszkańców zachodniej Ukrainy, natomiast wszelki przejaw kultu czy choćby upamiętnienia działalności UPA przez Ukraińców uważa za niedopuszczalne odrodzenie się na Ukrainie faszyzmu, z którym polski patriota musi walczyć. Neguje zwłaszcza prawo do własnej pamięci historycznej Ukraińców w Polsce - czy to tych z polskim, czy ukraińskim paszportem.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej