10 stycznia 1977 r. Radom, na rozprawę przeciwko Józefowi Smagowskiemu oskarżonemu o udział w "wypadkach radomskich" przyjeżdża grupa opozycjonistów z Komitetu Obrony Robotników. Jadą wesprzeć nie tylko oskarżonego, ale też jego obrońcę mec. Siłę-Nowickiego, który na korytarzu sądowym jest regularnie zaczepiany i potrącany przez esbeckich prowokatorów, na co nie reaguje sąd ani obecna na miejscu milicja. "Nieznani sprawcy" biją - też w sądzie - Mirosława Chojeckiego, członka KOR, który najczęściej jeździ do Radomia z pomocą dla represjonowanych.

Dlatego na styczniową rozprawę KOR-owcy postanawiają przyjechać większą ekipą. Ani w pociągu, ani w tramwaju nikt ich nie zaczepia. Dopiero na korytarzu przed rozprawą "wyjątkowo tłumnie zgromadzona zgraja, smród alkoholu, temperatura bezczelności wyższa od normalnej. Znajomi radomiacy dobiegli do nas przerażeni, jeszcze idą, jeszcze się schodzą, pijani są, Jezu, uważajcie. Postanowiliśmy trzymać się jak najbliżej siebie i nie dać się rozdzielić" - wspomina Anka Kowalska, jedna z uczestniczek tych wydarzeń.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej