W odpowiedzi na apel byłych ukraińskich polityków, głów Kościołów i intelektualistów ze słowami "przebaczamy i prosimy o przebaczenie", w tym za zbrodnie na Wołyniu z lata 1943 r., parlamentarzyści PiS-u napisali:

"Drodzy ukraińscy Przyjaciele,

(...) Dziękujemy za deklaracje przyjaźni i wspólnoty celów w przyszłości. Chcemy jednoznacznie rozwiać obawy wyrażone w Waszym liście. W pełni uznajemy nie tylko wartość obecnej ukraińskiej państwowości, ale też odrębnej ukraińskiej myśli i czynu niepodległościowego. Uznajemy za słuszną i zrozumiałą wielowiekową walkę Ukraińców o prawo do swobodnego rozwoju kulturalnego i państwowego".

Słowa rozumne, lecz dalej pojawiają się wyboje: " Różnica między nami dotyczy jednak nie przeszłości, lecz współczesnej polityki pamięci historycznej. Problemem jest dzisiejszy ukraiński stosunek do sprawców ludobójstwa dokonanego na Polakach w latach II wojny światowej".

A co to znaczy "ukraiński stosunek"? Czy parlamentarzystom PiS chodzi o liczne deklaracje, np. kardynała Lubomyra Huzara, jednoznacznie potępiające ukraińskie zbrodnie na Polakach? Albo nieżyjącego już Jehwena Stachiwa, jednego z bohaterów ukraińskiej walki o niepodległości, również z Polakami, oraz - tak, tak - Ukraińskiej Powstańczej Armii? Albo Danyło Szumuka, więźnia II RP, niemieckich kacetów i sowieckich łagrów, żołnierza UPA? Czy to nie Ukraińcy, a ich głos nie ma żadnego znaczenia?
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej