Mój dziadek też. 2 września 1939 r. uciekł z Katowic ostatnim pociągiem. Gdyby mu się nie udało, jako polskiego wykładowcę, uczestnika akcji plebiscytowej czekałaby go niemiecka kula.

Babcia kiedyś mi tę historię przypomniała, trochę się dziwiąc, że dobrze piszę o Niemcach. Nie mam do niej o to pretensji. Niechęć jej pokolenia do Niemców doskonale rozumiem.

Wyobrażam sobie, co musiał czuć premier Tadeusz Mazowiecki, gdy 12 listopada 1989 r. w Krzyżowej podczas mszy pojednania rękę na znak pokoju wyciągnął do niego kanclerz Helmut Kohl.
Wyczerpałeś już limit bezpłatnych artykułów w tym miesiącu

Bądź na bieżąco - kup cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych
i wszystkich magazynów Wyborczej