Niestety, film zrobili komuniści. Oni też nie lubili Niemców. Ale byli w tym perfidnie wybiórczy - tych z NRD lubili (przynajmniej oficjalnie). Może dlatego Zbyszkowi z Bogdańca pomaga poczciwy niemiecki spryciarz Sanderus (podczas gdy powszechnie wiadomo, że Niemiec jest zły i głupi). Co gorsza, reżyser Aleksander Ford był żydowskiego pochodzenia. A powiązania rodzinne autora fabuły Sienkiewicza są takie, że ustawa antyterrorystyczna powinna zablokować mu wszystkie strony w książkach. Przodków miał tatarsko-muzułmańskich, a jednego potomka nawet w rządzie Platformy.

Oczywiście, na piłkarzy nie ma co narzekać. Zero-zero to też odpór - i to taki polski. Aczkolwiek krzyżackiej UE będziemy musieli przeciwstawić się bardziej zdecydowanie. Bierzmy przykład z męża pani premier. Niemiecka gazeta "DNN", komentując zachowanie rządu Szydło, napisała, że Unia Europejska to nie bankiet, gdzie można najeść się do syta i wstać od stołu, głośno bekając. Pan Szydło udowodnił, że można. Jego żona straszy Europejczyków krajowych i zagranicznych suwerennością, jej partia powołuje sejmowy zespół "eurorealistyczny" mający oszacować, ile tracimy na UE - a pan Szydło zasiada w zarządzie stowarzyszenia, które inkasuje z Unii ciężkie miliony. Zainkasowało 25 mln zł na "szkołę wyższą", o której media piszą, że to drogi kurs wieczorowy. Polska jest pełna takich uczelni nazywanych "szkołami wdzięku i przetrwania" albo "akademiami tańca góralskiego". Teraz będą to pewnie uczelnie-szydelnie. Albo uniwerszydłety.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej