Nie tak dawno w ramach "audytu" PiS epatował wstrząsającym obrazem inwigilacji społeczeństwa przez poprzednią władzę. Obyśmy się dowiedzieli, ile z tego było prawdą. Ale sobie PiS dał znacznie więcej uprawnień. Kto chce, niech wierzy, że nie zamierza ich nadużywać. Szczególnie, że wyłączył i tak słabe mechanizmy kontrolne.

Ustawę uchwalił "bez poprawek" (partia się przecież nie myli!). Tydzień po tym, jak Komisja Wenecka ogłosiła opinię o ustawie "inwigilacyjnej", krytykując rozwiązania, które - w ostrzejszej formie - pojawiają się w antyterrorystycznej: iluzoryczną kontrolę nad inwigilacją; brak jakiejkolwiek kontroli nad pobieraniem danych teleinformatycznych; brak ochrony tajemnic zawodowych, w tym dziennikarskiej i obrończej (Komisja uznała to za "niedopuszczalne"); profilowania inwigilacji pod określoną grupę społeczną (w tym wypadku - osoby niemające polskiego obywatelstwa).
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej