Gdy parę lat temu Antoni Macierewicz przy różnych okazjach odwoływał się do katastrofy smoleńskiej, aż prosiło się o złośliwy komentarz, że temu politykowi wszystko kojarzy się z tragedią z 10 kwietnia 2010 r.

Przed rokiem perorował w Brukseli: "Gdyby od początku było międzynarodowe śledztwo w sprawie katastrofy w Smoleńsku, nie doszłoby do aneksji Krymu, wojny w Donbasie, zestrzelenia tam malezyjskiego samolotu i śmierci Niemcowa. Zbrodnia nieukarana jest powtarzana.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej