Kaczyński wszedł w rolę władz Warszawy, do której należy grunt na Krakowskim Przedmieściu, oraz stołecznego konserwatora zabytków, który musi wydać zgodę na oba pomniki. Widać uznał, że skoro stoi na czele PiS, to sam może ustawiać pomniki.

W nowej deklaracji Kaczyńskiego jest coś istotnego. Do zgłoszonego w szóstą rocznicę katastrofy pomysłu budowy pomnika ofiar teraz dodał oddzielny pomnik dla prezydenta. To wygląda na plan polityczny. Jarosław Kaczyński pod pretekstem uczczenia ofiar katastrofy smoleńskiej chce budować mit prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Pierwszym elementem tego planu była decyzja o pochówku pary prezydenckiej na Wawelu, wśród królów i narodowych wieszczów. Wystawienie pomnika na Krakowskim Przedmieściu ma być kolejnym akordem tej propagandowej operacji. Za kilkadziesiąt lat, gdy emocje związane z katastrofą opadną, nikt nie będzie wnikał w ocenę prezydentury Lecha Kaczyńskiego. Większość uzna, że skoro doczekał się upamiętnienia na najważniejszym w Polsce Trakcie Królewskim, tuż obok marszałka Piłsudskiego, to musiał być wybitnym prezydentem.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej