Najpierw uderza współredaktor Janusz Poniewierski. Przypomina: "Chodzi o pogrom, podczas którego - w rok po zakończeniu wojny! - zamordowano 42 osoby narodowości żydowskiej, w tym: dziecko, niemowlę i kobietę w ciąży, a ok. 80 osób pobito, poraniono, okaleczono". Pyta: "Czy rozległ się wówczas głos wzywający ludzi do opamiętania? Gdzie były w tym czasie miejscowe autorytety? Przedstawiciele inteligencji (choćby znani kielczanom nauczyciele)? I ludzie Kościoła? 70. rocznica zbrodni, do której doszło w Kielcach, ale która równie dobrze mogła wydarzyć się w każdym innym miejscu w Polsce (...) - to najwyższa pora na przeprowadzenie rzetelnego rachunku sumienia, wyznanie winy i podjęcie pokuty. Dosyć już usprawiedliwiania się, zrzucania winy na bezpiekę (i ? żydokomunę ?) i zasłaniania się heroizmem polskich Sprawiedliwych wśród Narodów Świata (...). Ten rachunek sumienia musi przeprowadzić nie tylko naród, ale i Kościół (...). Pewien mądry ksiądz powiedział mi niedawno, że Kościół w Polsce podczas wojny w większości obojętnie patrzył na śmierć Jezusa, obecnego w swoich żydowskich braciach i siostrach. Że na ten widok umył ręce jak Piłat. Już po raz nie wiadomo który słychać dziś pianie koguta. Czy mój Kościół uświadomi sobie wreszcie, co uczynił (i czego nie zrobił, co zaniedbał), i czy zapłacze jak Piotr?".
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej