Dotąd tych, którzy sprzeciwiali się temu, jak PiS demontuje demokrację, prezes określał jako "gorszy sort" czy porównywał do współpracowników gestapo. A wszyscy w PiS, wraz z prezydentem Dudą, twierdzili, że protestujący chcą jedynie odzyskać dostęp do "koryta", przy którym tuczyli się przez długie lata. Te obelgi miały nie tylko obrzydzić społeczeństwu KOD i opozycyjne partie, lecz także ukazać ich marginalność.

To się zmieniło. Obelgi wciąż są w użyciu, ale gdy w sobotnim wystąpieniu Kaczyński nazwał protesty rebelią, wyjawił bezwiednie, że uważa je za groźne dla swej władzy.
Pozostało 82% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej