Nie, jeszcze nie uwierzyłem w geniusz posła Jarosława Kaczyńskiego. Nadal smutkiem napawa mnie upadek autorytetu prezydenta. Chora goleń i bul (korekto, nie ruszaj!) nadwyrężyły go, ale nie niszczyły. Nie zmiażdżyłoby go pewno też "ruchadło leśne", gdyby tweetując po nocach, robił prócz tego coś sensownego.

Wciąż też nie mogę pogodzić się z tym, że premierem Polski (pilnuję się, by nie napisać tego kraju) jest osoba o horyzontach niesięgających za płot jej posesji.

Co więc zbliża mnie do wyborców PiS? Otóż w postępie geometrycznym rośnie we mnie wiara w spiskową teorię. Skoro podkładającego bomby we Wrocławiu i zamachowców w Warszawie łączy jedynie nieudolność (dzięki Bogu!), to jak nazwać moje wątpliwości. Przecież nieudolność to bardzo słaby wyróżnik, szczególnie w Polsce.

Zamachy te składają mi się w jedno z przygotowywaną ustawą antyterrorystyczną. To chyba znak, że w mojej głowie nastąpiła "dobra zmiana". Wszak PiS w Sejmie może przegłosować wszystko, nie musi więc niczego uzasadniać.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej