Propaganda rządowa w głównym programie informacyjnym TVP jest tak nachalna, że aż nie do zniesienia. Opozycja jest szkodliwa, bo chce przejąć władzę, a przecież to samo w sobie jest naganne. Przekaz jest skierowany wyłącznie do jednej grupy: twardego elektoratu PiS, który ma syndrom oblężonej twierdzy.

Ale nie tylko dlatego oglądalność "Wiadomości" gwałtownie spada. Zostawmy na chwilę zarzuty o polityczną stronniczość. Problemem szefów tego programu jest skrajny nieprofesjonalizm, chaotyczne materiały, które bardziej przypominają luźny strumień świadomości - wedle zasady: co się z czym małemu Jasiowi kojarzy - niż logicznie skonstruowaną informację. Brakuje zwykłego reporterskiego rzemiosła.

Jeśli robi się materiał na temat Billa Clintona, który skrytykował Polskę, można to zrobić krytycznie i inteligentnie. My jednak otrzymaliśmy nieprofesjonalną rąbankę. Reporter zdemaskował Clintonów jako powiązanych z Putinem i jeszcze na koniec zdążył zahaczyć o katastrofę smoleńską. Konia z rzędem temu, kto uzasadni ten ciąg logiczny. Podobnie było z oczernianiem Guy Verhofstadta, szefa liberałów w europarlamencie: w "Wiadomościach" wytropili jakieś jego związki z Gazpromem typu siódma woda po kisielu i wyciągnęli z tego fundamentalne wnioski. Ale nie zauważyli, że główni sojusznicy PiS w Parlamencie Europejskim to partie proputinowskie.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej